Porady praktyczne

Odpowiedź na najczęstsze pytania dotyczące zarówno mieszkania w Indiach jak i wyjazdów turystycznych. Opracowując ten dział oparłem się głównie na autentycznych pytaniach od naszych czytelników.

Polecam też lekturę postów oznaczonych jako: Życie w Indiach, gdzie znajdują się posty dotyczace ekspackiego życia w Indiach oraz Turystyka i podróże, gdzie są relacje z różnorakich wyjazdów.

—————————————————

Ciekawa jestem czy też baliście się wyjazdu? Ja jeśli pojadę to zupełnie sama i to też mnie chyba najbardziej przeraża… czy w ogóle wyobrażacie sobie że sama jedna dziewczyna może tam pojechac i czuć się w miarę spokojnie?

Czy sama dziewczyna da radę? Jasne. Jest ich mnóstwo. Oczywiście, będą się na Ciebie patrzeć (zwłaszcza, jeśliś blondynką), będą cię podrywać jak szaleni (ale to chyba fajnie, nie?), czasem może na ciebie nakrzyczą za nadmierne odsłanianie się lub publiczne PDA (Public Display of Affection – okazywanie uczuć w miejscach publicznych), ale da się znieść. Zdarza się – i to nagminnie – prześladowanie. Najczęściej w dość niewinnych formach (maile, sms-y, czasem śledzenie), ale słyszałem relacje o kobietach, które np. nieznajomy mężczyźni… klepali po tyłku. Gwałty również się zdarzają, choć żadko na obcokrajowcach. W niższych klasach stosunek do kobiet jest dość przedmiotowy a samotna, wyzywająco (na hinduskie standardy, wystarczy odsłonić nogi lub ramiona!) ubrana kobieta „sama prowokuje”. Ale z drugiej strony, obcokrajowców nieco się obawiają, stąd biała dziewczyna jest raczej bezpieczniejsza i na więcej może sobie pozwolić, niż Hinduska. Choć niewątpliwie wzbudza większą uwagę.

Delhi ma złą sławę, Bombaj i Bangalore – nieco lepszą się cieszą opinią. Ale generalnie – najlepiej unikać samotnych spacerów czy samotnej jazdy rikszą w nocy, a wszystko powinno być ok.

Ja najbardziej boję się chyba chorób, bo dużo słyszałam, że można załapać jakąś bakterię lub amebę (na które nie ma szczepionek) i później nie ma już na nie lekarstwa albo trzeba naprawdę dłuuuuugo się leczyć… jak to jest? ja wiem że trzeba zachowywać środki ostrożności ale skoro jest się tam dłużej to przecież trzeba też jakoś żyć w miarę normalnie a nie cały czas się bać co się je i pije…? Jak Wy sobie radzicie? jak wasze żołądki przeżyły szczególnie pierwsze dni pobytu i czy teraz jest już lepiej? Jakoś cięzko mi sobie wyobrazic aż takie przestrzeganie nie jedzenia owoców, gotowania wszystkiego itd…

Wiele osób przyjeżdżając do Indii ma prawdziwą paranoją dotyczącą swojego zdrowia.

1) Malaria – nie znam nikogo i o nikim nie słyszałem, kto by na Malarię w Indiach zapadł. Zdecydowana większość odpuszcza sobie także tabletki – nie dają 100% pewności, a niszczą organizm. Z tego co wiem – i tak nie można ich brać dlużej niż 4 tygodnie, więc dla przyjeżdżających na dłużej to bez sensu, zwłaszcza w mieście, gdzie malaria prawie nie występuje. Oczywiście jednak – najlepiej skonsultuj się z lekarzem.

Co innego jesli przyjeżdżacie podróżować, zwłaszcza w porze deszczowej – wtedy lepiej się zabezpieczyć. Leki (oprócz Malarone – przynajmniej ja nie znalazłem) – są tu dostępne za naprawdę śmieszne pieniądze, więc lepiej się zaopatrzyć na miejscu niż wozić.

Ale najważniejsze, to prewencja przed ugryzieniami. Zwłaszcza, że w ten sposób zabezpieczamy się również przed Dengą, która realnie jest o wiele groźniejsza – znam kilka przypadków wśród moich znajomych.

Przed Dengą nie można się uchronić inaczej, jak prewencją przed ugryzieniami. Nie ma żadnych szczepień ani leków prewencyjnych. Choroba objawia się jak malaria – b.wysoką gorączką i różnymi objawami towarzyszącymi i – szybko nie leczona lub w przypadku ponownego zachorowania z innym szczepem chorobowym – może być zabójcza. Ale na pocieszenie – wykryta (a trudno doprawdy przeoczyć, że sę choruje) jest jak najbardziej uleczalna – kilka dni w  szpitalu na lekach i jest ok… I zabójcze jest tak naprawdę przeważnie dopiero drugie, trzecie zarażenie, jeśli macie pecha i zarazicie się innym szczepem. Ale to jest realne właściwie tylko jesli planujecie zostać kilka lat.

Odomos – najpopularniejszy tu i skuteczny preparat – można kupić wszedzie w różnych formach – krem, sprej, mały, duży. Poza tym warto mieć moskitierę – wiele hoteli/hosteli ma własne, ale czasem lepiej przywieźć, zwłaszcza w tzw. budżetowych opcjach. Wszelkie elektryczne / dymowe urzadzenia też działają, ale umiarkowanie skutecznie.

2. Służba zdrowia. – na początek dobra wiadomość. Lecznictwo jest na naprawdę dobrym poziomie – często lepszym niż w Polsce. Zwłaszcza technicznie. Nic dziwnego, że rozwija się na masową skalę turystyka medyczna. Zła wiadomość – to lecznictwo prywatne. Trzeba płacić, czasami sporo. Hospitalizacja, w zależności od rodzaju przeprowadzonych badań, czasu w szpitalu i klasy szpitala, moze kosztować od 5000 do nawet 100 000 Rupee (z przykładów mi znanych – m.in. dengi). I niestety – trzeba zapłacić gotówką.

Ubezpieczenie – my mamy EURO26 i ISIC – działa, ale jako zwrot leczenia, a nie pokrycie kosztów. A cała procedura trochę trwa. Przyjeżdżając do pracy, warto postarać sie by firma załatwiła ubezpieczenie u narodowego ubezpieczyciela, który wyda kartę (jak nasza NFZ). Wtedy transakcje sa bezgotówkowe, a koszt dla firmy jest naprawdę niewielki (rzedu 1000Rs za roczne ubezpieczenie), choć nie dotyczy to oczywiście wszystkich chorób i wszystkich szpitali. Częstą praktyką w firmach są także zwroty wydatków na leczenie na podstawie faktur.

Na pocieszenie – jest mnóstwo prywatnych gabinetów lekarskich gdzie prosta porada i wypisanie recept kosztuje 50-300Rs, więc nie ma sie co obawiać. Lekarze też przeważnie mówią po angielsku – wymaga tego ich wykształcenie.

3. Inne zdrowotne:

Prawie wszyscy na coś tu zapadają (prawie – mi się udało uniknąć). Kłopoty żołądkowe (tzw. Delhi-belly) to norma i lepiej oswoić się z myślą, że się przydarzą. Kilka dni koło toalety i odwodnienie. Przeważnie po prostu trzeba swoje odczekać, łykając tabletki (przepisze lekarz w Polsce – my mamy nifuroksazyd) i pijąc płyny (z solami).

Prewencja? Przede wszystkim – dać sie organizmowi przyzwyczaić. Czyli na początku wszystko myć dwa razy dokladniej niż w domu, gotować, nie jeść surowych warzyw i owoców z targu (zwłaszcza, jeśli jest na nich woda!), nie pić wody nie butelkowanej (nigdzie! – warto też sprawdzić, czy woda w butelce jest oryginalnie zapakowana), unikać mięs w tanich restauracjach, unikać ulicznego jedzenia, starać się na początku nie jeść najbardziej pikantnych rzeczy, przekąski na gorąco (np. samosy) brać tylko świeżo z oleju (a nie leżące na słońcu od jakiegoś czasu). Ale nie ma co popadać w paranoję. W tej chwili jem wszystko to, co Indusi, włącznie z przekąskami z ulicy i jedzeniem w dhabach (przydrożnych restauracjach) i nic mi nie jest. Obowiązuje prosta zasada – jak miejsce wygląda obskurnie i jest puste, a jedzenie leży od dłuższego czasu, to należy go unikać, jak Indusi (zwłaszcza lepiej wyglądający) oblegają miejsce – śmiało. Woda w lepszych restauracjach jest przeważnie filtrowana wieloetapowo i też nie zawsze trzeba wydawać dodatkowe grosze na butelkowaną. Ale wszystko w ramach rozsądku. Jedyne zatrucie przeżyłem… w dobrej śródziemnomorskiej restauracji🙂

Dużo też słyszałam o kradzieżach i naciągaczach – czy naprawdę to aż tak utrudnia życie? Czy można w ogóle się przyzwyczaić albo mieć na to wszystko jakiś sposób?

Kradną, a i owszem, ale mniej więcej tak jak i u nas. Trzeba uważać w miejscach bardzo turystycznych (Taj Mahal!) i bardzo zatłoczonych (targi!), no i w pociągach, zwłaszcza, kiedy się śpi. A sposoby – takie jak i u nas! Przypinać, zapinać, trzymać w widocznym miejscu i nie zostawiać. Co ważne, o ile nie zapuszczacie się w naprawdę ciemne zaułki, to nie spotkacie się raczej z przemocą na tle rabunkowym. Kradzieże to raczej łowcy okazji i kieszonkowcy, niż rasowi rabusie. (Choć pod tym względem bardzo złą sławą cieszy się stan Uttar Pradesh)

A co do naciągaczy – jest mnóstwo żebraków, czasem przerażających wyglądem (bez kończyn lub ze zgniłymi nogami, lub bez oczu itp) i trzeba niestety się na to uodpornić, bo nie da się pomóc wszystkim. A co do naciągaczy sklepowych – zasada ograniczonego zaufania i odrobina zrozumienia.

Czy mieszkacie z innymi studentami? Czy AISEC Wam zapewniał noclegi? a jeśli tak to jakie są warunki? Jestem ciekawa czy poznaliście dużo studentów z innych krajów i z nimi się trzymacie? Są organizowane jakieś meetingi dla studentów z wymiany?

Wszystko zależy gdzie trafisz. Mieszkania AIESEC-u są od mocno średnich (u59) po całkiem znośne (Shanti Nagar i inne w Bangalore), ale my zdecydowaliśmy się skrzyknąć i wynająć coś na własną rękę. Teraz więc mieszkamy w Apartamencie przez duże A. Ale warunki, które zapewnia AIESEC powinny być godne – wiedzą, że firangis (obcokrajowcy) mają swój standard, i starają się zazwyczaj zapewnić coś co go w miarę spełnia. Sprawdź tylko czy jest klimatyzacja, bo bez niej nie da rady! Zwłaszcza w okolicach Delhi latem!

Natomiast mieszkania służbowe zapewniane przez firmy przeważnie w standardzie zapewniają o wiele więcej niż typowe mieszkanie w Polsce. I przyzwyczajcie się do służby🙂

Pozwiedzaliście już może trochę czy dopiero macie zamiar i jak z tymi pociągami bo słyszałam że są straszne.?

Permanentnie! Wystarczy poczytać bloga! A co do pociągów, to są super! Od klasy sleeper wzwyż oczywiście. Ale wyspać się można i nawet nie spóźniają się tak wściekle. Tylko trochę brudno w środku, ale jak Cię stać, to przedziały klasy AC3 i wzwyż, czyli te klimatyzowane, są już naprawdę schludne i jeszcze jedzenie podają! A koszt wciąż mniejszy niż nasz pośpieszny drugiej klasy…. Warto sobie założyć konto na www.irtctc.co.in gdzie można bookować bilety online! Warto również pamiętać, że na większości większych dworców można dostać bilety z tzw. „tourist quota”, czyli puli zarezerwowanej dla turystów. Bilety te często są dostępne nawet tuż przed odjazdem pociągu i to na najbardziej obłożone relacje. Przeważnie jednak trzeba się naszukać, żeby znaleźć to jedyne okienko na dworcu, które tourist quota sprzedaje.

Ile mniej więcej kosztował Was przelot i z jakich linii najlepiej powinnam się rozejrzeć za biletem?

Do Indii dostać się można na wiele sposobów, choć oczywiście najprościej samolotem😉 Najpopularniejszą (i w większości przypadków – najtańszą) opcją jest Finnair, bezpośrednio z Warszawy. Ale gdyby Finnair był zabookowany, można się rozglądać za innymi liniami. Turkish Airlines przez Stambuł mają tą zaletę, że jako jedyne pozawalają aż na 30kg bagażu, Air France, Lufthansa, Swiss Air potrafią być w promocji niezwykle atrakcyjne. Wreszcie indyjskie Air India czy bliskowschodnie jak Gulf Air – bajhraińskie linie lotnicze (z Frankfurtu z przesiadką w Bahrainie) czy Quatar Airlines mają tą olbrzymią zaletę, że chyba nigdy nie są w pełni zabookowane i bywają tanie nawet last minute. Udało nam się kupić najtańsze bilety ok. 2 tygodnie przed wylotem w szczycie sezonu. Jest też oczywiście Aerofłot dla fanów hardcore’u. Summa sumarum – warto posprawdzać rózne opcje.

A jak podróżujesz w Indiach, to warto zapoznać się z http://www.yatra.com – świetna strona na której można sobie zorganizować wakacje, przeloty, przejazdy – wsio!

Bilet w jedną stronę to wydatek ok. 1300-1500zł, w dwie – od 1700 do 2300zł. Oczywiście – to warianty optymistyczne🙂 Przeloty międzymiastowe w Indiach to kwoty ok. 2000-3000Rs za krótsze trady, do 7000Rs za dłuższe, oczywiście, jeśli kupowane z wyprzedzeniem.

I w ogóle ciekawa jestem jak to finansowo Was wynosi i czy dużo pieniążków na miesiąc powinnam przygotować? bo ja nie mam żadnego stypendium z tej organizacji więc wszystko muszę pokryć z własnej kieszeni…

Finansowo nas to wychodzi tak, że wydajemy cały zarobek i jeszcze trochę. Ale to biorąc pod uwagę średnio 2 podróże miesięcznie, czasem większe zakupy, średnio 2 imprezy tygodniowo i raz w tygodniu lepszą kolację w porządnej knajpie. Przeżyć da się za ok 10 000 Rs (circa 700zł), wliczając czynsz (my płacimy 5000Rs + opłaty, bywa jednak i mniej i więcej) i koszty jedzenia (jak by samemu gotować bądź zamawiać tylko w tańszych knajpach – 3000Rs miesięcznie starczy) i podstawowy transport. Ale wszelkie „europejskie” kaprysy są kosztowne! Pamiętaj jednak, że Gurgaon jest drogi w porównaniu do innych miast… Np. w Bangalore jedzenie w restauracjach wychodzi sporo taniej, nie mówiąc już o małych miejscowościach. Czynsze także.

Poza tym ogólnie jakbyście mogli mi napisać wrażenia i czy polecacie czy generalnie odradzacie mnie samej pojechać, bo ja w sumie mogę jeszcze wybrać inny kraj jak np. USA lub jakiś kraj europejski jak np. Węgry… a do Indii wybrać się następnym razem i nie koniecznie na wymianę…

Indie to przeżycie nieporównywalne z niczym. Nigdzie chyba nie ma takiej różnorodności kulturowej i krajobrazowej jak tu. Ale to też kraj szalony i dość ostatnio niebezpieczny. To szaleństwo bywa urokliwe, kiedy robi się rzeczy, na które nie poważyłoby się nigdzie indziej. Ale bywa też strasznie męczące. Jeśli masz zdolność adaptacji, jesteś samodzielna i masz odwagę stawiać czoła wyzwaniom na codzień, to na pewno nie będziesz żalować. Jeśli chcesz wygodnego, spokojnego życia i tylko czasem trochę przygody – to może być dla Ciebie za dużo…

Prawdę mówiąc bardzo mocno się zastanawiam bo w sumie chciałabym w czasie tych praktyk też trochę odpocząć psychicznie i poznać ciekawych ludzi z innych krajów a nie tylko się stresować i namęczyć żeby czegoś czasem nie złapać i nie narobić sobie jakichś niepotrzebnych problemów…

W dużych miastach w Indiach wypocząć… trudno. Ale Goa, Kerala, Północny-Wschód albo wszystkie stany Himalajów – to często prawdziwa sielanka.

Ciekawa jestem czy mocno przesadzam z tymi moimi obawami i czy nie uśmialiście się w czasie czytania tego emaila (to też mi możecie napisać szczerze ;P ) bo tak naprawdę to to jest wszystko co słyszałam i brzmi to trochę paranoicznie dlatego potrzebowałabym informacji z pewniejszego żródła🙂

Uśmialiśmy. Ale wszyscy z takimi obawami tu lądują😉 Polecam film „Outsourced”, wiele ci wyjaśni. Kiepskie filmidło, ale jakże prawdziwe czasami z naszego punktu widzenia…

I jeszcze trochę innych:

Dokumenty: z wiza jest zawsze zabawa – zwłaszcza, jeśli to nie jest wiza turystyczna. Na praktyki do Indii potrzebna jest obecnie wiza business, do pracy – employment, jednak w Indiach obowiązują obecnie dość drastyczne ograniczenia dla tego typu wiz (min. płaca to 2500$ + trzeba udowodnić, że firma nie może zatrudnić nikogo innego na to stanowisko)

Wszelkie sprawy wizowe obsługiwane są obecnie przez zewnętrzną firmę VLC, która – z mojego doświadczenia – na szczęście działa dość sprawnie. 

Co spakować:

mhmm – większość można kupić taniej w Indiach. Więc pakujcie minimum i przywieźcie kasę (i miejsce w torbie) na zakupy! Na pewno warto wziąć pewno w miarę lekkie, ale okrywające ciuchy. Na pewno trochę leków na początek (zanim się nie oswoicie z tym gdzie kupować i co)  i wszystkie leki specjalistyczne, bo wiele marek lekarstw jest w Indiach niedostępnych i możecie mieć problem z zamiennikami. Trochę frykasów z polskiej kuchni pozwoli zapewne przetrwać pierwszy szok jedzeniowy. Aparat fotograficzny – niezbędny (a do tego – jedna z niewielu rzeczy, które są tu droższe!) Nic specjalnego „na Indie” – naprawdę, kupić tu można wszystko…

Linkownia (UWAGA – niektóre informacje są przeterminowane – proszę czytać uważnie i zwracać uwagę na datę aktualizacji):

Polskie placówki dyplomatyczne

Ambasada RP w New Delhi
Chanakyapuri
50-M Shantipath
New Delhi 110 021
tel.: (00-91 11) 414 96 900
fax: (00-91 11) 268 71 914
e-mail: polemb@airtelbroadband.in
www.newdelhi.polemb.net
Wydział Ekonomiczno-Handlowy
fax: (00-91 11) 414 96 952 lub (00 91 11) 268 71 914
e-mail: polemb@airtelbroadband.in
Konsulat RP w Mumbaju
Manavi Apartments, 2nd flr., 36-B. G. Kher Marg,
Malabar Hill 400 006 Mumbai
tel.: (00-9122) 236 33 863 do 4
fax: (00-9122) 236 33 376
e-mail: poland@vsnl.com
www.polishconsulate.com

Konsulat Honorowy RP w Kalkucie
Konsul honorowy Radhe Shyam Goenka (języki: hindi, angielski)
687 Anandapur, EM Bypass
Kolkata-700 001, West Bengal, India
tel.: (00-9133) 6613 6264
fax: (00-9133) 6613 6800 lub 6613 6400
e-mail: pol_con_kol@emamigroup.com

Przedstawicielstwa dyplomatyczne akredytowane w Polsce (lub najbliższe)

Ambasada Republiki Indii
ul. Rejtana 15 m. 2-7
02-516 Warszawa
tel.: 849 58 00, 849 62 57, 849 68 50
fax: 849 67 05, 849 85 05
goi@indem.it.pl
hoc.warsaw@mea.gov.in
www.indembassy.pl

Praktyczne/przewodniki:

Biblia czyli Lonely Planet

Bardzo dobre porady przed wyjazdem

Praca w Indiach

India travel

Przed wyjazdem (ceny i kursy walut nieaktualne)

Mini portal o Indiach (większość informacji o kosztach/formalnościach nieaktualna)

Geozeta (sporo praktycznych rzeczy)

Strony dla expatów:

DilliNet – portal społecznościowy dla ekspatów w Delhi

Klub dla expatów w Bangalore

Jedzenie:

BBC – Indian essentials

Język i kultura:

Podstawy Hindi

Tłumacz

Podróżowanie:

Yatra (bilety lotnicze, autobusy, wycieczki)

Koleje (booking online)

RedBus (booking autobusów online)

Couch Surfing (czyli noclegi na kanapach)

HospitalityClub (i tu to samo)


3 thoughts on “Porady praktyczne

  1. Pingback: FaQ « My India Experience

  2. Autorka emaila nie ma za złe a wręcz odwrotnie –
    dzięki wielkie za szczegółowe omówienie tematu!😉

    Co do pomysłu z sekcją „praktyczną” to jak dla mnie bomba! Czekam więc z niecierpliwością na dalsze info, linki i co Wam tam jeszcze do głowy przyjdzie i wyda się przydatne dla żółto- albo może raczej białodziobów ;P

  3. hej! jakos nie moge znalezc maila do Ciebie. zostal mi jeszcze tydzien do wyjazdu, a dzisiaj praktycznie osttani dzien zeby zalatwic sprawe ubezpieczenia..(jade do czech na tydzien-na szczescie bede miala neta, wiec moze zdaze otrzymac odpowiedz;)
    a wiec: bylam w PZU i na 2miesieczna wyprawe ubezpiecznie kosztuje w granicach 280zl! masakra. Wykupilam w koncu Euro 26, ale nie wiem czy to wystarcza?
    Pisales, ze Euro nie pokrywa kosztow leczenia, tylko zapewnia zwrot. Ale czy juz miales okazje sie przekonac na wlasnej skorze jak to dziala w praktyce?W sensie czy jezeli jade na 2 miesiace podrozowac, i rozne rzeczy moga mi sie przytrafic, to czy nie lepiej zaopatrzyc sie w jakies dodatkowe ubezpiecznenie?czy euro26 wystarczy??
    prosze, odpowiedz jak tylko bedziesz mogl
    dzieki!
    PS jeszcze male pytanko co do kontaktow: czy kupowac przelaczke do gniazdka „brytyjskiego” w polsce? czy jeszcze jakas inna?
    dzieki jeszcze raz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s