Festiwal Polski.

Skończył się. Jeśli wierzyć informatorom kulturalnym – najważniejsze kulturalne wydarzenie w marca w Bangalore. Kilka więc słów podsumowania.

Fajnie, że wyszło i wyszło fajnie. Było o Festiwalu Polskim dość głośno, mówiło się i pisało, parę osób zapewne po raz pierwszy miało okazję zetknąć się z naszą kulturą. Program dość ciekawy – przegląd najważniejszych polskich filmów (z wizytą Zanussiego!) w tym animacji, trzy koncerty operowe, dyskusje i czytania poezji, wystawa fotografii. Dla wielu – zapewne sporo odkryć. Wielkie brawa dla organizatorów, bo inicjatywa była po stronie… Induskiej! Bangalore School of Music i Apple Blossom, to dwie organizacje które stały za tym wszystkim, wsparte poprawdzie przez nasze rządowe instytucje, ale jedynie wsparte. Fantastycznie, że nasze gwiazdy opery i kina oraz autorytety w tych dziedzinach zgodziły sie tu przyjechać, i to o ile sie zorientowałem – charytatywnie!

Ale…

1) Troszeczkę uwierał mnie fakt, że nie było nic „dla młodych”. Niemal same klasyki, a przydałoby się też coś co pokazuje jak wygląda współczesna kultura Polski. Poza tym – po festiwalu można mieć wrażenie, że opera to nasz „sport narodowy”,  a przecież tak nie jest. Miał być recital fortepianowy, ale skończyło sie kolejnym przedstaweniem operowym. A własciwie nie przedstawieniem, a recitalem arii, bez całego ich kontekstu bo w Bangalore nie ma miejsca na przedstawienie operowe z całą jego maszynerią. Co przesuwa nas do „ale” No.2.

2) Bangalore ma fatalną infrastrukturę kulturalną. Alliance Francaise, który gościł większość wydarzeń, to de facto osiedlowy dom kultury – jak na dom kultury bardzo przyzwoity, ale jak na siedzibę międzynarodowego festiwalu (czy scenę dla występów operowych) ciut niewystarczający. Podobnie salka w której wyświetlane były filmy – dość kiepskie kopie z dość kiepskiego i psującego się projektora. Nieskromnie powiem, że wydarzenia Introspekcji wyglądały bardziej profesjonalnie.  Może dałoby się następnym razem przekonać jakiegoś operatora kinowego, by udostępnił mniejszą salę na pokazy?

I wreszcie

3) Czas. Większość spotkań rozplanowano w godzinach przed- lub wczesno popołudniowych, tylko koncerty i filmy były wieczorami, ale również o 18.00, co skutecznie powstrzymało wielu zapracowanych Bangalorczyków przed udziałem.

4) Plakat – jak widać powyżej, niestety do szczytnych tradycji (notabene – była też mini wystawa polskiego plakatu, w tym prace autora jedynego mojego portretu póki co – Stasysa Eidrigieviciusa), plakatowi dość daleko. Już dosłowniej się nie dało.

Podsumowując szczytna idea, zdaje się że pierwsza tego typu w tej części świata, i – mimo mych narzekań – naprawdę przyjemne wydarzenie. Ale nie mogę sie pozbyć wrażenia, że zaangażowanie strony Polskiej mogło być większe. Gdyby konsulat i ambasada, a może bezpośrednio ministerstwo kultury, zaangażowały się mocniej, mogłoby to być kulturalne wydarzenie roku w Bangalore – bo tak naprawdę to o to nie trudno. Tymczasem zamiast w pełni skorzystać z faktu, że na miejscu jest aktywny partner-inicjator, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że rola polskich instutucji była raczej reprezentacyjna.

Może następnym razem? Chętnie pomogę przy organizacji „młodej” części festiwalu – jeśli czyta to ktoś z ambasady🙂

I jeszcze na koniec, o polskiej społeczności. Całkiem to ciekawe było przeżycie, spotkać wszystkich, którzy do „polskości” sie jakoś przyznają. Na przykład syna polski i hindusa, który studiował na ASP w Warszawie, induskiego inżyniera, który absolutnie zszokował mnie swoją całkiem poprawną polszczyzną, którą opanował w ciągu 4 miesięcznego szkolenia w konstrukcji samolotów w Mielcu w 1975 (!) czy pokaźną grupę „polskich żon Indusów”, które okazały się najsilniejszą (obok AIESEC-owych praktykantów) częścią składową polskiej kolonii w Bangalore.

Tu polonia z Zanussim (mój wzrok gdzieś uciekł). (autorstwo Roohshada aka Ryszarda, który „umie powiedzieć tylko kilka słów po Polsku” ale za to bezbłędnie rozpoznaje polski akcent).

A TU reszta jego fot z festiwalu.

3 thoughts on “Festiwal Polski.

  1. Jak myślisz co można by pokazać jeśli chodzi o nasze kino współczesne ?? Nie wiele tego po 90 roku powstało, co było by warte pokazywania jako reprezentacja naszej kultury współczesnej…

    Za to starsze filmy – mam wrażenie że nawet te kręcone w „hollywodzki” sposób, np. człowiek z marmuru w większości i tak pozostaną niezrozumiane, reszta polskich komedii już zupełnie nie zostanie zrozumiana – brak jest (a może nie? to jest właśnei pytanie które zadaje:) ) odpowiednich doświadczeń wśród Indusów.

    Pokazywałem polskie filmy znajomym w Portugalii, i oczywiście mówili że dobre i tak dalej, ale niewiele zrozumieli niestety.

    Jeśli jesteś zainteresowany pomocą w takich sprawach, spróbuj napisać do MSZ’u na bezpłatny staż w placówce zagranicznej w indiach, kto wie.

  2. ale czy polska kultura to tylko film? jest wiele rzeczy do pokazania, ale nie za bardzo najwyraźniej potrafimy się tym chwalić.

    a co do pomagania – chyba nie jestem aż tak zainteresowany, żeby latać za tym tematem. swoje imprezy już zrobiłem, może jeszcze jakieś zrobię, choć raczej z powrotem w kraju niż tu. bezpłatne staże – to już nie ten etap. chyba że dla wieloryby do morza spychać🙂

  3. Bezpłatny staż jako attache kulturalny (czy jego pomocnik) w ambasadzie to jest coś co warto zrobić. Ale ty z innej branży jesteś w sumie🙂

    Jest ogromny problem z promowaniem polskiej kultury, bo nikt nie ma całościowego pomysłu jak to ubrać i pokazać za granicą. Indie to małe piwo, to jak działał instytut polski w Londynie to była dopiero kpina (już ponoć trochę lepiej jest)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s