Mumbai. [i]

Co tu dodawać. Smutek, złość, trochę strach. A najbardziej bezsilność – to przecież nie pierwszy atak i wydawałoby się, że rząd powinien wprowadzić jakieś ostrzejsze środki by zapobiec powtórkom. A tymczasem dalej na pokład samolotu można wsiąść z zapomnianym w bagażu podręcznym kremem do opalania czy zapalniczką, a kontrole przy wjeździe na parking są po prostu śmieszne.

Najważniejsze, że o ile wiem, wszyscy znajomi cali i zdrowi.

Natomiast my się do Indii wybraliśmy w strasznie dziwnym dla tego kraju momencie. Eskalacja terroryzmu, kryzys finansowy, wybory, Booker Prize dla Adigi, pierwsze olimpijskie złoto. Nigdy nie byłem w samym środku tak wielu wydarzeń. Szkoda, że głównie tragicznych. Można się poważnie zastanawiać, czy scenariusz naszkicowany tutaj się nie spełni. Czy Indie będą w stanie być tak modelowo wielokulturową i tolerancyjną demokracją, jak chciałyby się widzieć, czy też utoną w morzu bratobójczo rozlanej krwi.

A podtytuł bloga (choć w nowym layoucie niewidoczny – 9 miesięcy niebezpiecznego życia) robi się dramatyczny. Na szczęście nasze trasy są dotąd inne niż cele terrorystów i będziemy starać się w dalszym ciągu chodzić innymi ścieżkami.

W każdym razie – za blisko to się wszystko dzieje. Nie geograficznie, ale w sensie więzi. W momencie zamachu odjeżdżał właśnie z Victoria Station pociąg znajomych w stronę Goa . Nie zginął nikt, kogo znamy, ale zginęli znajomi koleżanki z pracy, ojciec koleżanki współlokatorki. Dwie koleżanki z pracy właśnie miały dziś rano mieć spotkanie w Mumbaju, Nati koleżanka właśnie wróciła z konferencji w Hotelu Taj, w niedzielę miał tam dotrzeć Radosław Leniarski z Wyborczej, którego dopiero co poznaliśmy w poniedziałek na przemiłej kolacji w Gurgaonie. Mam nadzieję, że nie spełnią się jego przepowiednie na blogu, że to dopiero początek. Po poprzednich zamachach nic takiego nie miało miejsca, ale wszyscy pamiętają zemstę na Sikhach po zamachu na Indirę Ghandi czy nawet ostatnie rozruchy przeciwko Chrześcijanom w Orissie. A ten zamach miał skalę nieporównywalną z żadnym poprzednim. Ponad sto ofiar, kilkuset do tysiąca rannych i wciąż jeszcze przetrzymywani są zakładnicy.

Nie rozumiem, jak ktoś może coś takiego robić, nie potrafię przewidzieć co będzie dalej.

Po raz pierwszy od kiedy przyjechałem, zacząłem myśleć o wcześniejszym powrocie.

3 thoughts on “Mumbai. [i]

  1. hej!
    uwazajcie na siebie!
    wszyscy sie o was pytaja, wiec wrzucam wasza strone na polin.
    pozdrawiam!!:)

  2. myślami jesteśmy z Wami… to była pierwsza wiadomośc, jaką usłyszałam w radiu… Dobrze, że razem jesteście w Delhi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s