Wszystko o taxi w Delhi

Ok. Widzieliście film Taxi? Tak się składa, że mam porównanie pomiędzy marsylskimi taksówkami a tym co robią w Indiach. Marsylczycy prowadzą – nie dość, że faktycznie jeżdżą odpimpowanymi (choć nie aż tak jak w filmie, rzecz oczywista) białymi Peugeotami, to jeszcze wyprawiają rzeczy za kierownicą, które mogły by być scenami z tamtej komedii. Sam doświadczyłem kilku. Na przykład Gruziński taksówkarz, który podwiózł nas za darmo kilkukrotnie z imprez tylko po to, by porozmawiać po Polsku, bo nauczył się tego języka na początku lat 90tych(sic!), kiedy to pracował przez 9 miesięcy (Sic!!!) na budowie (sic!!!!!) gdzieś pod Katowicami. I wierzcie mi, mówił prawie że płynnie… W ogóle śmieszny misiu był, do czasu kiedy nie postanowił popodrywać wszystkich naszych blond koleżanek (po kolei – kiedy jedna mówiła nie, startował do następnej) na imprezie w klubie do którego zapłacił nam wszystkim (w sumie ok 100EUR!) za wjazd i trunki. Miał też lepsze akcje – kiedyś przyjechał do nas do akademika i obaliliśmy (w 3-4 osoby) dwie flaszki wódki, przy czym on pił najwięcej. O 5.30 rano wstał od stołu i powiedział, że „Musze wracać do roboty”, zabrał swoją taksę i pojechał… pracować (sic!!!!!)

Albo taka historyjka. Znajomi wzięli taksówkę na lotnisko i taksówkarz postanowił im się pochwalić, jak to kiedyś był pilotem i kierowcą rajdowym, zanim zaczął pracować jako taksówkarz. Na koniec opowieści, żeby udowodnić, że jego słowa są prawdziwe, zrobił na ręcznym 360 stopni wokół własnej osi, jakieś 50m przed nadjeżdżajacym autobusem. Cóż.

Ale odbiegłem od tematu.

Jak wygląda jeżdżenie taksówkami w Indiach? Mhmm, nie tak szalenie, ale niewątpliwie ciekawie.

Po pierwsze – taksówkarze NIGDY nie znają drogi. Oni sami często przyjechali z jakiegoś małego miasteczka raptem kilka dnie/tygodni/miesięcy temu. Tzn. może z lotniska do India Gate cię dowiozą, ale żadna poboczna lokalizacja nie wchodzi w grę. Zaopatrzcie się w mapę, albo mówiącego po hindusku przyjaciela, który zna trasę i może kierowcę poinstruować przez telefon. Albo najlepiej w GPS, ale ten nie działa w większości miast w Indiach (jeszcze). Potwornie to frustrujące, bo w końcu od taksówkarza oczekuje się, że zna drogę, ale też sporo z tym zabawy. Raz nasz kolega tak się wkurzył na kierowcę, że kazał mu się przesiąść na tylne siedzenie i sam złapał za kierownicę. Kierowca nie protestował…

Po drugie – ustalcie cenę wcześniej, albo dopilnujcie by włączył taksometr. Niby oczywiste, ale pamiętajcie o tym, bo na koniec możecie usłyszeć litanię: „tyle za kilometry + mój lunch + opłata nocna + na łapówkę dla policji + na nowe opony”.

Po trzecie – sprawdźcie dokumenty. Co druga (sic!) taksówka którą jechaliśmy nie miała dokumentów samochodu lub potrzebnych licencji. Niektórzy nie mieli nawet prawa jazdy – co jest o tyle dziwne, że je się tu po prostu kupuje. (tak było z taksówka do Agry – ani prawka, ani dokumentów, i jeszcze dwa razy po drodze się zepsuła)

Po czwarte – przyzwyczajcie się do zadań typu „ile osób wejdzie do malucha”. W porzadnych tele-taxi się buntują, ale i tak 10 osób w 7 osobowym aucie jest normą. U „prywaciarzy” bywa to nawet 15 – wcale nie rzadki widok. Najlepsze są taksówki i riksze tzw. „dzielone”, które działają trochę jak płatny autostop. W tych to zdarzają się 3 osoby na miejsce + 2 na dachu. Kupa ubawu, wierzcie mi!

Po piąte – Za kilometry się nie opłaca – najlepsza forma to ustalić czas i limit kilometrów i płacić ryczałt. Tak co tydzień jedziemy do Delhi na imprezy. 8h lub 80km warte jest w 8 osobowej taksówce 850Rs + 100Rs opłaty nocnej. Czyli jakieś 50zł dzielone na 8 osób. A taksówka jest do wyłącznej dyspozycji przez całą noc. Taki sam pakiet w małej (4 osobowej) taxi wart jest 550Rs + 100Rs.

Po szóste – „mina cwaniaka”. To mój ulubiony trick taksiarzy, choć dotyczy tylko tych sprytniejszych. Np. jeden taksówkarz pracujący dla Technopaku ma swój ulubiony trick – przejeżdża punkt opłat na autostradzie przez bramkę dla abonamentowców, zaraz za jakimś samochodem z nalepką. Robi to cztery razy dziennie. Kiedy pierwszy raz to zobaczyliśmy powiedzieliśmy, że „przecież nie masz nalepki”/ To właśnie wtedy odwórcił się i pokazał „minę cwaniaka” – mieszaninę uśmiechu, zawstydzenia, dumy z własnego sprytu i szczypty niewiniątka.

Po siódme – „pimp up my taxi”. O tak – tak samo jak na ciężarówkach i rikszach, w taksówce zawsze musi być piętno osobowości własciciela/kierowcy. A to bożki wszelakie, a to obrazki, a to system audio lub podświetlane zderzaki. Najlepsza była taksówka z …. ekranem LCD wysuwanym z dachu. I to w Tata Indica. To cudo musiało być warte wiecej niż samo auto!

Poza tym emocji przyprawia fakt, że taksówki te poruszają się w trym samym ruchu drogowym co inne auta, co samo w sobie jest szalone.

Zapraszam na przejażdżkę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s