Kto kogo robi w co?

Targowanie się w Indiach jest rzeczą konieczną, każdy Wam to powie. Oprócz dużych supermarketów, malli i restauracji (a i to z wyjątkami), nie ma czegoś takiego jak stała cena (choć na produkty pakowane jest MRP – o czym poniżej). Cena jest wypadkową tego ile wart jest produkt, na ile portfel klienta wycenia sprzedawca i na ile ów klient jest w stanie tę wycenę zweryfikować.

My jesteśmy biali, więc nasz portfel wydaje się zasobniejszy a cena, którą słyszymy – wyższa. Dlatego dość często byłem świadkiem scen, które obcokrajowcy robią sprzedawcom, za to, że próbują ich „oszukać”, „wyzyskać” i generalnie zrobić w balona. I dlatego wszystkim – marketowym sprzedawcom, rikszarzom, taksówkarzom, partnerom w interesach czy nawet kelnerowi regularnie obrywa się od „złodziei” i „oszustów”, ile razy rzucą cenę wyższą niż ta, o której mniej więcej już zorientowani turyści słyszeli, że jest właściwa.

Byłem świadkiem takich scen wielokrotnie i zawsze czuję zgorszenie. Nie jestem przeto najlepszy w targowaniu, bo zawsze targuję z porozumiewawczym uśmiechem na ustach, traktując to bardziej jak swego rodzaju grę, niż poważną kwestię. Jak mi się coś podoba i tak to kupię, jak nie, i tak nie wezmę. Nawet jeśli, jak pewien uliczny sprzedawca szachów w Manali, ktoś zejdzie z ceny 950 rupee do 100 rupee.

W Jaisalmerze przepłaciłem. Za parę spodni i koszulę zapłaciłem 500 rupee, podczas gdy znajomi wytargowali podobne zestawy za 300. To co z tego? Jak patrzę na turystów zajadle walczących o 50 rupee, w przekonaniu, że jeśli dołożą tyle do ceny to będą ostatnimi frajerami, to jedyne co mi przychodzi na myśl, to że frajerami byli przez całe życie zanim przyjechali do Indii. Frajerzą się kupując buty sportowe, frajerzą na koszulkach RalphLoren, których wartość skacze z deklarowanych na cle 2$ za sztukę do 200$, po przyszyciu we Francji krokodylka do chińskiej bawełny. Frajerzą na jedzeniu, usługach i na transporcie. Bez mrugnięcia okiem dają się rżnąć we własnym domu, gdzie próbę zbicia ceny z tej metkowej z pewnością sprzedawca wyśmieje, a tu, gdzie mają wreszcie szanse na uczciwy handel i uczciwą negocjację ceny, marudzą, że ich okradają. Co im po zaoszczędzonych 50 eurocentach, które mogą któregoś rikszarza czy sprzedawcę naprawdę uszczęśliwić. Nawet jeśli hindusi płacą mniej za to samo, to jest tak, bo mniej zarabiają. A to, że sprzedawca chce zarobić jak najwięcej, kiedy widzi taką szansę, to już taka jego karma.

My w Europie płacimy gigantyczny, frajerski haracz za marki i jeszcze jesteśmy z tego dumni. I nikt nie słyszał o fantastycznym (i przestrzeganym!) wynalazku jakim jest MRP. Maximum Retail Price – wybita na każdym pakowanym fabrycznie produkcie – to wyznaczona przez rząd najwyższa cena jaką produkt może legalnie osiągnąć w handlu detalicznym. I nie ważne, czy to miasteczko w górach, na pustyni, hotel, restauracja czy samolot – tej ceny trzeba się trzymać. I większość to robi! Pomyślcie teraz, ile kosztuje Cola na szczycie Śnieżki czy w dobrym hotelu, a zrozumiecie, jak fantastyczny to wynalazek dla klienta.

Ja w Jaisalmerze kupiłem skórzaną torbę za 650 Rs. W Polsce podobna w markowym sklepie kosztowałaby mnie pewnie 650, ale złotych. Nie targowałem się mocno – nie miała MRP (bo to rękodzieło), ale pewnie można było by zbić cenę do 400Rs. Ale czy przepłaciłem? W stosunku do Indyjskich cen – może. W stosunku do wartości – na pewno nie. A przynajmniej sprzedawca zarobił swoje. To chyba jest właśnie fair trade? Kiedy wszyscy są zadowoleni?

Edit:

1zł to około 20Rs, co przy wymienionych cenach daje:

25zł za owe przepłacone koszulę i spodnie (łącznie!)

nieco ponad 30zł za torbę

1zł za Colę

ok. 5zł za dobry obiad w taniej restauracji, do 25 za mega wypasiony

etc…

EDIT 2.

Targowanie się to jedna kwestia, ale co rzeczywiście jest irytujące, to naciąganie. Wymyślanie nieistniejących opłat i kosztów, pobieranie kasy za coś co jest formalnie i oficjalnie za darmo, przekupstwo. To pod kategorię targowania się nie podpada i wkurza mnie tak samo jak innych.

One thought on “Kto kogo robi w co?

  1. ładnie powiadziane. nie znałem jacka od tej strony. indie zmieniają. podobnie jak kontakt z każdą pozaeuropejską kulturą. jacku, opowiadaj dalej. gdy się czyta to tak jakby jechało się z tobą na motorze. żedy to uczcić napiję się piwa Jogi – swoją drogą – można je kupić w Indiach?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s