Bomby w Delhi… ale wszyscy ok.

Ok, podczas zamachów w Ahmedabadzie i Bangalore przyjęliśmy taktykę milczenia, co by nikt się za bardzo nie przejmował, licząc że wieści do Polski nie dotrą. Tym razem dotrą, więc uznaliśmy, że lepiej uprzedzić zmartwienia – żyjemy, mamy sie dobrze i tako wszelcy znajomi. Nie wiadomo nam również o żadnych ofiarach bądź rannych pośród Polaków w Delhi – wszyscy których znamy mają się dobrze.

Dziś wieczorem w stolicy Indii doszło do 5 (lub 6) wybuchów bombowych w ciągu 25 minut między 18.10 a 18.35 tutejszego czasu ( ok.14.45-15.30 naszego czasu). Atak miał ten sam schemat co poprzednie – seria niewielkich bomb rozmieszczonych w różnych miejscach miasta. Dwa wybuchy miały miejsce na Connaught Place (zakupowo-rozrywkowe centrum Delhi), na Gaffar Market w dzielnicy Karol Bagh, na Barakhamba Road i kolejny w eleganckiej dzielnicy Greater Kailash. Kilka bomb na czas wykryto i rozbrojono w okolicy India Gate. Bomby były rozmieszczone w koszach na śmieci lub w auto rikszy – nie jest to jeszcze wyjaśnione. Na razie mowa jest o 21 ofiarach śmiertelnych i ponad 100 rannych. Liczba ofiar nie jest duża biorąc pod uwagę, że to jedne z najliczniej odwiedzanych miejsc w Delhi.

W związku z zamachami na razie zamknięto linie metra, malle, kina oraz główne targi.

Do wybuchów przyznała się organizacja terrorystyczna Indyjscy Mudżahedini. Media otrzymały wiadomość mailową pięć minut przed pierwszym wybuchem. Organizacja składa się prawdopodobnie z członków Students Islamic Movement of India (SIMI), Lashkar-e-Toiba (LeT) i Harkat-ul-Jihad-e-Islami (HuJI) i wysyłała podobne maile również przy wcześniejszych zamachach. Ostatnia wiadomość brzmiała: ‘Indian Mujahideen strikes back once more within five minutes from now. Do whatever you want to stop us if you can.’

Atak na Delhi to według doniesień finał operacji BAD (akronim od nazw miast zaatakowanych – Bangalore, Ahmedabad, Delhi). Według doniesień – rząd otrzymał ostrzeżenie z Gujaratu o możliwości zamachu, ale nie zdołał im zapobiec.

Mamy nadzieję, że to rzeczywiście finał i więcej zamachów nie będzie.

Na wszelki wypadek podajemy numer alarmowy: +91 011-23490312, gdyby ktoś chciał się upewnić co do znajomych/rodziny w Delhi.

PS. W niedawnym wydaniu Wysokich Obcasów można było przeczytać wywiad (link po prawej – Męska końcówka) z Piotrem Balcerowiczem pt. „Tata kupuje zachód”. A w nim między innymi takie słowa. „Ale poza tymi obszarami Indie wypadają znakomicie pod względem swobód obywatelskich, na przykład na tle Stanów Zjednoczonych. Te kontrole na lotniskach, kamery rejestrujące wszystko ‚na wszelki wypadek’ – przerażająca jest zgoda społeczeństw Zachodu na ciągłe ograniczanie wolności. Społeczeństwa Indii nikt nie musi pouczać, czym jest terroryzm – kilkaset osób rocznie ginie w różnych zamachach, zwykle inspirowanych przez wrogiego sąsiada. A jednak poza stanem wyjątkowym wprowadzonym w 1975 roku przez Indirę Gandhi politycy w Indiach nigdy nie mówią, że trzeba rozszerzyć uprawnienia służb specjalnych, zacząć inwigilować społeczeństwo. Wolność traktuje się jako niezbędny element rozwoju.”

Nie prawda. Indianie wcale nie są tak dumni ze swoich praw człowieka. Po każdym zamachu można przeczytać to samo „Niczego się nie nauczyliśmy”, „Rząd nic nie robi”, „Zróbmy w końcu porządek”. I to mimo faktu, że te prawa SĄ łamane – w Stanach nigdy nikt nie karze ci otworzyć torby przy wejściu do metra i nie wyciągnie z niej wszystkich rzeczy jak to się dzieje tutaj. Ta cała „dbałość o prawa człowieka” to jedynie nieudolność – po prostu te kontrole są zbyt wyrywkowe i zbyt łatwo (oprócz prywatnych biur i malli) je obejść, by rzeczywiście pomagały. Kamer nie ma, bo albo nie ma pieniędzy, albo nikt nie pomyślał. Prawa człowieka są tu najmniej ważne, wierzcie mi, że wielu pozwoliłoby na ich łamanie, byle tylko mieć spokój.

Choć właściwie to czego jak czego, ale spokoju odmówić im nie można. Dzwoniąc po znajomych Indusach ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że nikt się nie przejął. W Delhi właśnie bawią się na imprezach, w myśl zasady, co będzie, to będzie…

2 thoughts on “Bomby w Delhi… ale wszyscy ok.

  1. Jacku chyba nie zrozumiales o co chodzilo autorowi przytoczonego artykulu, Panu Balcerowiczowi. cyt „..przerażająca jest zgoda społeczeństw Zachodu na ciągłe ograniczanie wolności…” chodzi o to ze kontrole na lotniskach kamery wszedzie to jest wlasnie ograniczanie wolnosci. Nie widze zeby w artykule bylo napisane ze Indie dumne sa z przestrzegania praw obywatela. To ze panstwo nie zapewnia bezpieczenstwa to jedno a ograniczanie praw obywatela przez kontrole i kamery ‘na wszelki wypadek’ to inna sprawa. Osobiscie uwazam ze panstwo nie jest od tego, czlowiek ma po to mozg zeby o siebie dbac a nie poddawac sie nakazom i zakazom jak robot.

    Ja wlasnie szukam wolnosci i z tego powodu udaje sie do indi, zobaczymy czy to to cczego szukam.

    marek

    • Obawiam się, że to Ty nie zrozumiałeś mojego komentarza. Ja nie pochwalam tego co się dzieje w Stanach, ale w Indiach nie znajdziesz wolności, tylko chaos. Priorytety sa te same. To nie chodzi o to, że oni sobie zbyt cenią swoją wolność by wprowadzić podobne środki. Kamery, przeszukania na wejściu, skanery – to wszystko masz w każdej stacji metra, na każdym dworcu, lotnisku, biurze i mallu. W USA nie jesteś obszukiwany skanerem i ręcznie za każdym razem kiedy wchodzisz do mallu, chyba że jest stan podwyższonej gotowości.

      Problem polega na tym, na czym większość problemów wykonawczych w Indiach. W pewnym momencie sprawa rozbija się o to, że na końcu tej machiny jest strażnik – często analfabeta, nie przeszkolony, nie rozumiejący tego co się dzieje. Ze sztucerem pamiętającym czasy kolonii brytyjskich i do tego zatkanym kawałkiem szmatki. Indyjskie systemy bezpieczeństwa nie wyglądają tak jak w Stanach nie z powodu ideałów, a zwykłego zacofania. Proszę mi wierzyć, że gdyby tylko mogli, to by wprowadzili takie same obostrzenia. Zresztą – polecam wybrać się do Kaszmiru – tam kontrola na lotnisku ma 12 (słownie: dwanaście) stopni. A i tak na pokład wsiadłem z nożem o którym zapomniałem. Wierz mi, że w Indiach mówienie, że „obywatel sam o siebie zadba” dotyczy 300 milionów. Pozostałe 700 milionów ledwo dba o swój chleb, o bezpieczeństwie nie mówiąc. Ich nie zabijają zamachy, ich zabijają wypadki, choroby, bojówka maoistyczna czy przemoc domowa.

      Indie są często idealizowane ze względu na swoją demokrację. Ale często to niestety propaganda. Demokracja dobrze się sprzedaje w zachodnich mediach, w przeciwieństwie do Chińskiego reżimu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s