Shimla- the meeting place

Powiedzenie, że świat jest mały i do tego, że jeszcze się kurczy jest oczywistością. Ale za każdym razem, gdy w coraz bardziej dotkliwy sposób zdaję sobie z tego sprawę, łapię się za głowę i nie mogę się nadziwić, że jak to, tu w tak odległym miejscu spotkałam kogoś, kto w 99% przypadków byłby w tym momencie zupełnie gdzie indziej. A jednak takie nieoczekiwane, dziwne spotkania zdarzają się i to całkiem nierzadko. A jak już się przydarzą to lawinowo.

W naszych indyjskich podróżach zawędrowaliśmy do malowniczej (ale tylko po zmroku) himalajskiej miejscowości Shimla. Mimo że kilka tygodni wcześniej rozegrał się tu prawdziwy dramat- kilkudziesięciu pielgrzymów zostało stratowanych przez uciekający tłum, to grupki turystów ochoczo spacerowały deptakiem ( w jednym z przewodników można nawet przeczytać, że główną atrakcja Shimli jest spacer deptakiem, podczas którego ty gapisz się na innych, a oni gapią się na ciebie). W tej to miejscowości, przypominającej hrabstwo Yorkshire, (w XIX wieku imperialistyczni kolonizatorzy postanowili urządzić tu sobie azyl od dusznego Delhi), pokrytej mgłą i chmurami natknęliśmy się na grupę znajomych z Wrocławia. Zgraja trekkerów właśnie podążała w przeciwna stronę niż my czyli do Manali- izraelskiego edenu pełnego upalonych mieszkańców Syjonu. Nie wiedzieć czemu, młodzi Izraelczycy, tuż po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej, ochoczo mkną do Manali, by oddawać się medytacji i paleniu trawy, ale o tym już było.

Przejdźmy zatem do sedna. Po całym dniu włóczenia się po pełnej pogrążonych we mgle XIX-wiecznych posiadłości Shimli udaliśmy się na małe niezaplanowane zakupy. Na ruchliwym deptaku ukrył się sklepik z ręcznie robionymi chińskimi butami. Jako osoba przyzwyczajona do nabywania gotowego obuwia, wyprodukowanego w większości także przez Chińczyków, ale na zdecydowanie większą skalę, z zainteresowaniem zaczęłam oglądać plecione buciki. Jedna para szczególnie wpadła mi, a właściwie Jackowi w oko. Po wstępnych targach cena została spuszczona o 50 rupee, czyli zdecydowanie za mało. Przyzwyczajeni, do tego, że zdesperowani Hindusi opuszczają ceny nawet o 300 rupee, postanowiliśmy przetestować te technikę na 80-letniej sprzedawczyni-Chince. Ona jednak była dość nieugięta, co prawda obniżyła cenę o 100 rupee, ale i to nas nie satysfakcjonowało.

Gdy już chcieliśmy opuszczać sklepik pojawił się przemiły, na oko czterdziesto-paroletni syn tejże pani i zagadał skąd jesteśmy. Gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, ucieszył się niezmiernie. Potem padło pytanie o miasto. Zdążyliśmy się przyzwyczaić, że poza Niemcami nikt nie ma bladego pojęcia o istnieniu takiego miasta jak Wrocław, więc z grzeczności wymieniliśmy nazwę i już chcieliśmy uciekać. Wtedy Chińczyk ucieszył się jeszcze bardziej i wykrzyknął:

– Wrocław, Taizé, 1977!

Okazało się, że w 77’ tenże pan zawitał do Wrocławia na spotkanie młodzieży Taizé. Po tej jakże miłej wymianie zdań spuścił cenę butków o kolejne 100 rupee, na co my ochoczo przystaliśmy i pożegnał nas uroczo brzmiącym: „Cześć!”
Shimla- the meeting place.

EDIT by jr

Nie chcąc psuć struktury wypowiedzi poprzedniczki, wtrące tylko swoje trzy grosze na końcu. Otóż przegapiono dość istotną kwestię meetingplejsowatości Shimli. Po pierwsze – spotkania ( w przypadku Natalii – bliskie, czwartego stopnia) z małpami. Po drugie – w świątyni małp nadzialiśmy się na grupę Polek, wśród której była moja (wirtualnie) znajoma co-expatka aiesecowa z Warszawy, ze stażu w Chandigharze zdecydowała się wypaść w góry. Jej zwierzenia i wrażenia możecie poczytać tutaj

Wszystkich spotkanych na szlakach pozdrawiamy. Zwłaszcza Panią z grupy Maurycego, która na nasz widok zakrzyknęła „A, to wy piszecie tego bloga”🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s