Posted in Kultura, Myśli nieuczesane | Enter your password to view comments
Oki oki. Zrobiliśmy. Okazało się prostsze niż się wydawało, (zwłaszcza dla Frenchiego) i ja w tej prostocie trwam. Paradoksalnie jeżdżenie w Delhi jest trudniejsze niż przekroczenie drugiej najwyższej przełęczy świata, co uczciłem wczoraj mikro wypadkiem na śliskiej pomonsoonowej nawierzchni. Uspokajam – cały i zdrowy i bez zadrapań.
Tym razem odpuściłem sobie oralną ekscytację tematem, pozostawiając sprawę we wprawnych rękach towarzyszki Basi i towarzysza Karola. Klikajcie na linki co by poczytać o wyprawy szczegółach.
Moje fofo do obejrzenia na facebuku.
Dziekuje za uwage.
Posted in Podróże | Tagged Himalaje, Ladakh, Leh, Manali, motory Royal Enfield | Leave a Comment »
Posted in Społeczeństwo | Tagged Indie, gay rights, homoselksualizm, prawa człowieka, Section 377, legalizacja | Enter your password to view comments
Ostatnia z obiecanych notek po podróży do Azji Południowo-Wschodniej. Oto co najbardziej utkwiło mi w pamięci.
Posted in Podróże, South East Asia Trip by h. | Tagged Angkor Wat, Bangkok, Chiang Mai, Kambodza, Laos, Mekong, Phnom Penh, Siem Reap, South East Asia, Tajlandia, wiza | 3 Comments »
Ok, czas najwyższy dokonac rozliczeń powyjazdowych.
Ostatnimi czasu blog milczał, bo mnie nie było. Miesiąc w azji południowo wschodniej, dziesięć dni w Himalayach, to wszystko nie sprzyja pisaniu. Ale sprzyja zbieraniu tematów
Zacznijmy więc uzupełniać.
Na początek, wracamy do Kambodży, gdzie poznacie dwie niezwykłe historie dwóch młodych mężczyzn. Tak podobne, a tak różne. Poznajcie Reda i Bhunt.
Posted in Podróże, South East Asia Trip by h. | Tagged Angkor Wat, Bhunt, Kambodza, Kopciuszek, Red, Siem Reap, Sihanoukville | Leave a Comment »
No tak, zanim ktokolwiek zacznie sie ze mnie wysmiewac, przyznaje – raz (na szczescie tylko) na tej wyprawie okazalem sie kompletnym kretynem.
Zanim jeszcze wyjechalem, koleg ktory byl w tych rejonach ostrzegl mnie, ze na jednej z granic nie ma wizy na wjezdzie. Nie wiem czemu, ale ubzduralo mi sie, ze to nie jest zadna z granic ktore planowalem przekroczyc. Pewne watpliwosci mialem co do granicy Laos-Kambodza, i to sprawdzilem dokladnie. Ale Tajlandia? Przeciez juz tam bylem, dali mi wize w 3 minuty na lotnisku, no a poza tym – to mialem przekroczyc najwieksze (Poipet) przejscie jakie tylko jest, wiec NA PEWNO nie chodzilo o to…Weryfikacje ograniczylem wiec do pytania w agencjhi turystycznej gdzie kupowalem bilet czy nie bedzie na granicy problemow z wiza i odpowiedz ze “nie”uznalem za calkowicie wystarczajaca. Wsiadlem wiec w äutobus”i ruszylem na Koh Chang (gdzie dzis przebywa N.). Dotarlem do granicy, przeszedlem wszystkie formalnosci i gdy juz wydawalo sie ze tylko trzeba przekroczyc bramke zadalem sluzbistce pytanie, ä gdzie dostane pieczatke z wiza?. Popatrzyla na mnie zdziwiona i powiedziala, ze.. w Phnom Penh, w ambasadzie. I ze na zadnym przejsciu z Kambodza nie ma wizy na wjezdzie. Wsiadlem wiec w taksowke za ktora oczywiscie slono przeplacilem (swoja droga maja chyba takich jak ja na peczki, bo widzac mnie wracajacego z plecakiem od razu pieciu kierowcow ustawilo sie pytajac “No Thai visa, Thai embassy Phom Penh sir? No bus today, tomorrow”, zeby jeszcze tego samego dnia byc w Phnom Penh i rano zlozyc podanie o wize, ktora zazwyczaj wydaja juz nastepnego dnia.
Na szczescie mialem w PP nocleg (god bless couch surfing!) i kilku zaznajomionych wczesniej podroznikow, wiec wieczor uplynal mile i bezproblemowo. Z ranca udalem sie do ambasady, wypelnilem papierki z absolutna pewnoscia siebie potwierdzona krotka wymiana zdan z pewnym brytyjczykiem stojacym za mna (Did he say Tuesday? – Well, maybe, but they don’t really speak English here, I’m sure he meant Thursday, tomorrow) zignorowalem stwierdzenie pana w okienku ze wize dostane we wtorek i poszedlem do kolejnego okienka zlozyc papiery. Napisanej czerwonymi literami kartki zignowowac sie juz nie dalo. “Wszystkie podania zlozone od srody do piatku zostana rozpatrzone do wtorku, w przyszlym tygodniu”. Termin odbioru – `15.00pm. Moj lot z Bangkoku – 13.30. Great.
Poprzeklinalem troche z innymi rownie zszkokowanymi aplikantami i poszedlem przebookowac bilet. Oczywiscie – nie poszlo jak z platka. Kiedy w koncu dodzwonilem sie do Make My Trip i wyjasnilem milej Pani co wlasciwie chce zrobic okazalo sie, ze moja indyjska karta, ktora uzywalem wczesniej juz dwa razy w transakcjach z tym biurem, nie dziala. O malo sie nie zalamalem, bo na polskiej karcie czystki a “pseudo-kredytowej”" z mBanku jeszcze mi sie w zyciu w transakcjach internetowych uzyc nie udalo. Czyli jestem ugotowany, pomyslalem, ale niedowierzajaco podyktowalem numery…
- Transakcja zakonczona pomyslnie.
- Nie wierze!
- Slucham??
- Nic, nie wazne. Dziekuje bardzo. czyli e-ticket dostane na maila?
- Tak. Jeszcze dzis.
Sroda, czwartek, piatek. karta obciazona a na mailu nic. Probuje dzwonic – rachunek 3 dolary za wysluchanie melodyjki. Nikt nie odbiera. Prosze Nati – nikt nie odbiera jej telefonu. W koncu w niedziele dodzwonila sie Kasia, powolujac sie na szefa gurgaonskiego oddzialu Make My Trip zrugala biuro obslugi i zalatwila bilet na mojej poczcie jeszcze tego samego dnia. Teraz pozostalo tylko wybrac sie do ambasady odebrac wize. Ja i setki murzynow, bo poza ktorka lista krajow z Europy Wschodniej na ktorej mielismy nieszczescie sie znalezc, tylko Afrykanczycy potrzebuja wizy do Tajlandii.
Odczekalem wiec swoje w kolejce i odebralem paszport. Nerwowo przekartkowalem strony prawie pewny ze z jakiegos idiotycznego powodu znajde pieczatke “Visa not granted”, ale na szczescie znalazlem wlasciwa. Moge jechac. I tylko rzut oka na date… 27 Maja. Tego samego dnia ktorego zaaplikowalem.
Jakie to szczescie, ze czas oczekiwania spedzilem tak milo jak spedzilem, bo wrocil bym z nozem…
(o czasie oczekiwania, kambodzanskich gejach, ladyboyach, khmerze adoptowanym przez Niemca i innym, ktory zbiera na Oxford dictionary zarabiajac 10$ miesiecznie w nastepnym odcinku…)
Posted in Uncategorized | Tagged Cambodia, Kambodza, Khmer, Phnom Penh, Poipet, Tajlandia, Thailand, Visa | Leave a Comment »
Znacie ten stary dowcip?
- Co jesz?
- Miesko.
- Skad masz?
- Samo przypelzlo.
Ano wlasnie. Dzis na obiad byly mrowki a na przekaske – grilowane chrzaszcze. Weza, krokodyla i tarantule na razie odpuscilem – za drogie.
Posted in Uncategorized | 1 Comment »
Kambodza. Najbardzij wibrujacy zyciem fragment wycieczki. I choc czuje, ze jedynie liznalem powierzchnie, to trzy rzeczy wydaja sie oczywiste To kraj skapany w blasku swojej najwiekszaej atrakcji – Angkor Wat i kompleksu okolicznych swiatyn. Ale slonce Angkoru wciaz jeszcze nie do konca wychynello zza chmur czerwono-khmerskiej rewolucji. Niby Pol Pota juz nie ma, ale wszechobecne sierocince, miny porozrzucane w lasach, przez ktore nie wolno pod zadnym pozorem schodzic ze sciezek i widok owych min ofiar nie pozwala zapomniec.
Posted in South East Asia Trip by h. | Tagged Angkor Wat, Kambodza, Phnom Penh | Leave a Comment »
No to notka numer 2 ze stanowczo zbyt popularnej Azji Poludniowo-Wschodniej. Tradycyjnie na szybko, z kafejki, z literowkami i bez polskich znakow, pewnie troche ort. tez sie nalapie. Poprawie po powrocie.
Tym razem – Laos. Czyli drugi (z 3) kraj na liscie, ktory wlasnie opuscilem.
Let’s go!
—
A wlasciwie, niby czemu. Moze by tak powoli? Damy sobie czas. Po co sie spieszyc? Wezmy przyklad z rikszarzy (przepraszam – operatorow tuk tuka, bo tak tu na riksze wolaja . Zreszta slusznie, bo riksza to to do konca nie jest, bardziej przyczepa osobowa zawieszona na, mhmm, czym popadnie? Na starym motorze Minsk, na resztkach traktora, na minibusie, na , no.. wystarczy). A wiec wezmy przyklad z tuk tukowcow. Pojdzmy na kawe. Dodajmy – znakomita! Kawa ta w Laosie uprawiana na Boleavan Plateau smakuje tak, jak smakowac powinna i takoz jest serwowana. Czarna, mocna, aromatyczna. Z dodatkiem kondensowanego mleka, czasem sojowego (bo o zwykle trudno), jesli laska. Bardzo kuszaca wizja. Albo dobry szejk lodowy ze swiezym mango, papaja, dragon fruit i kilkoma smakolykami ktorych nazw nie pomne. W kazdym razie, praca nie zajac, nie ucieknie. A klient jak sie pojawi, to znajdzie. Coz za zdziwienie po Indiach, gdzie rikszarze niemal doslownie wchodza staja na glowie byle usadzic Cie na swej kanapie miedzy zdjeciem ktoregos Khana i niebieskookiej krolowej bollywoodu.
Ale tu ludzi jest niewiele, niewiele wiecej niz turystow. Wiec i konkurencja marna. Po co sie stresowac? W Laosie czas biegnie wolniej (mhmmm, raczej plynie, biorac pod uwage wszechobecnosc Mekongu, ktory plynie przez calyu kraj i stanowi zrodlo wody i pokarmu i pracy, jak rowniez glowna autostrade dla niemal wszystkich mieszkancow. Esencja powolnosci to juz pierwsze chwile w Laosie, kiedy trzeba znalexc urzednika odpowiedzialnego za wize i przekonac, zeby zechcialo mu sie ja wydac. Potem na lodke (nastepnego dnia, bo przeciez po co wczesniej) i jakies 200km w dol rzeki w… 2 dni. 2 cale dni na Mekongu, powalajace krajobrazy i czas, duzo czasu…
I tak jak Mekong plynie w Laosie wszystko, powoli ale nieublaganie. Zwlacza szerokim strumieniem leje sie ich whisky (0.75 za ok 4zl) i slynne na siwat caly Laobeer – jedyne, ale za to wysmienite, piwo warzone w Laosie.
Na koniec, aby sie jeszcze podelektowac, trzeba sie zgubic gdzies miedzy 4000wysp na poludniowym krancu Mekongu gdzie prad i ATM jeszcze nie dotarly, a maile chyba wysyla sie w butelkach rzeka, i powolutku, placac dolara za kazda pieczatke (4!), przekroczyc granice do Kambodzy.
A tu… o tym (i o przekraczaniu granicy bez pieniedzy i autobusu) w nastepnym odcinku.
h.
Posted in Podróże, South East Asia Trip by h. | Tagged Laos, SEA | Leave a Comment »




