Dostajemy różne pytania od ludzi którzy tu przyjeżdżają, zwłaszcza na praktyki. Ostatnio na przykład przyszedł taki mail, który sumuje niemal wszystkie klasyczne pytania jakie zadają osoby jadące do Indii po raz pierwszy. Pozwolę sobie go wykorzystać jako swoisty FAQ… ((mam nadzieję, że autorka nie będzie miała za złe – dane usunięte w każdym razie))
Poza tym planujemy tu powstanie sekcji “praktycznej”. Taką kompilacja źródeł i własnych doświadczeń. I księgę linków. Tylko dajcie nam trochę czasu
Pozdrowienia!
PS> Możecie wpisywać życzenia. W miarę możliwości – uwzględnim.
—————————————————————————————————————————————————-
Cześć!
Mam również możliwość wyjazdu do Indii w te wakacje ale oprocz tego ze chciałabym bardzo to mam również wiele obaw i stad moja prosba do Was, zebyscie mi szczerze odpisali, jesli możecie, na kilka moich pytań i wątpliwosci…
A)
Najpierw jednak może zapytam kiedy wyjechaliście, gdzie dokładnie jesteście i jak długo tam jeszcze będziecie? Mnie chcą podobno wysłać do Goa.
Nas wysłali do piekła Gurgaonu koło Delhi. Jesteśmy tu już 10 miesięcy i jeszcze trochę pobędziemy, na to wygląda. A Goa – cóż, wysyłają cię na portugalskie wybrzeże! Palmy, białe kościółki, spokój, plaża. Bosko!
Ciekawa jestem czy też baliście się wyjazdu? i czy ktoś pomógł Wam się do wyjazdu pod różnymi względami przygotować? Ja jeśli pojadę to zupełnie sama i to też mnie chyba najbardziej przeraża… czy w ogóle wyobrażacie sobie że sama jedna dziewczyna może tam pojechac i czuć się w miarę spokojnie?
Czy sama dziewczyna da radę? Jasne – patrz Basia i Kasia. A jest ich o wiele więcej! Oczywiście, będą się na Ciebie gapić (zwłaszcza, jeśliś blondynką), będą cię podrywać jak szaleni (ale to chyba fajnie, nie?), czasem może na ciebie nakrzyczą za nadmierne odsłanianie się lub publiczne PDA (Public Display of Affection), ale da się znieść. Zresztą – nie będziesz sama! Praktykantów i wszelkiego rodzaju ekspatów jest tu mnóstwo – jedna wielka rodzina!
Ja najbardziej boję się chyba chorób, bo dużo słyszałam, że można załapać jakąś bakterię lub amebę (na które nie ma szczepionek) i później nie ma już na nie lekarstwa albo trzeba naprawdę dłuuuuugo się leczyć… jak to jest? ja wiem że trzeba zachowywać środki ostrożności ale skoro jest się tam dłużej to przecież trzeba też jakoś żyć w miarę normalnie a nie cały czas się bać co się je i pije…? Jak Wy sobie radzicie? jak wasze żołądki przeżyły szczególnie pierwsze dni pobytu i czy teraz jest już lepiej? Jakoś cięzko mi sobie wyobrazic aż takie przestrzeganie nie jedzenia owoców, gotowania wszystkiego itd…
Wiele osób przyjeżdżając do Indii ma prawdziwą paranoją dotyczącą swojego zdrowia.
1) Malaria – nie znam nikogo i o nikim nie słyszałem, kto by na Malarię w Indiach zapadł. Zdecydowana większość odpuszcza sobie także tabletki – nie dają 100% pewności a niszczą organizm. Z tego co wiem – i tak nie można ich brać dlużej niż 4 tygodnie, więc dla przyjeżdżających na dłużej to bez sensu, zwłaszcza w mieście, gdzie naprawdę malaria prawie nie występuje.
Co innego jesli przyjeżdżacie podróżować, zwłaszcza w porze deszczowej – wtedy lepiej się zabezpieczyć. Leki (oprócz Malarone – przynajmniej ja nie znalazłem) – są tu dostępne za naprawdę śmieszne pieniądze, więc lepiej się zaopatrzyć na miejscu niż wozić.
Ale najważniejsze, to prewencja przed ugryzieniami. Zwłaszcza, że w ten sposób zabezpieczamy się również przed Dengą, która realnie jest o wiele groźniejsza – znam kilka przypadków wśród moich znajomych.
Przed Dengą nie można się uchronić inaczej, jak prewencją przed ugryzieniami. Nie ma żadnych szczepień ani leków prewencyjnych. Choroba objawia się jak malaria – b.wysoką gorączką i różnymi objawami towarzyszącymi i – szybko nie leczona lub w przypadku ponownego zachorowania z innym szczepem chorobowym – może być zabójcza. Ale na pocieszenie – wykryta (a trudno doprawdy przeoczyć, że sę choruje) jest jak najbardziej uleczalna – kilka dni w szpitalu na lekach i jest ok… I zabójcze jest tak naprawdę przeważnie dopiero drugie, trzecie zarażenie, jeśli macie pecha i zarazicie się innym szczepem. Ale to jest realne właściwie tylko jesli planujecie zostać kilka lat.
Odomos – najpopularniejszy tu i skuteczny preparat – można kupić wszedzie w różnych formach. Poza tym warto mieć moskitierę – wiele hoteli/hosteli ma własne, ale czasem lepiej przywieźć, zwłaszcza w tzw. budżetowych opcjach. Wszelkie elektryczne / dymowe urzadzenia też działają.
2. Służba zdrowia. – na początek dobra wiadomość. Lecznictwo jest na naprawdę dobrym poziomie – często lepszym niż w Polsce. Zwłaszcza technicznie. Nic dziwnego, że rozwija się na masową skalę turystyka medyczna. Zła wiadomość – to lecznictwo prywatne. Trzeba płacić, czasami sporo. Hospitalizacja, w zależności od rodzaju przeprowadzonych badań, czasu w szpitalu i klasy szpitala, moze kosztować od 5000 do nawet 100 000 Rupee (z przykładów mi znanych – m.in. dengi). I niestety – trzeba zapłacić gotówką.
Ubezpieczenie – my mamy EURO26 i ISIC – działa, ale jako zwrot leczenia, a nie pokrycie kosztów. A cała procedura trochę trwa. Przyjeżdżając do pracy, warto postarać sie by firma załatwiła ubezpieczenie u narodowego ubezpieczyciela, który wyda kartę (jak nasza NFZ). Wtedy transakcje sa bezgotówkowe, a koszt dla firmy jest naprawdę niewielki (rzedu 1000Rs za roczne ubezpieczenie).
Na pocieszenie – jest mnóstwo prywatnych gabinetów lekarskich gdzie prosta porada i wypisanie recept kosztuje 50-300Rs, więc nie ma sie co obawiać.
3. Inne zdrowotne:
Prawie wszyscy na coś tu zapadają (prawie – mi się udało uniknąć). Kłopoty żołądkowe (tzw. Delhi-belly) to norma i lepiej oswoić się z myślą, że się przydarzą. Kilka dni koło toalety i odwodnienie. Przeważnie po prostu trzeba swoje odczekać, łykając tabletki (przepisze lekarz w Polsce – my mamy nifuroksazyd) i pijąc płyny.
Prewencja? Przede wszystkim – dać sie organizmowi przyzwyczaić. Czyli na początku wszystko myć dwa razy dokladniej niż w domu, gotować, nie jeść surowych warzyw i owoców z targu, nie pić wody nie butelkowanej (nigdzie!), unikać mięs w tanich restauracjach, unikać ulicznego jedzenia, starać się na początku nie jeść najbardziej pikantnych rzeczy, przekąski na gorąco (np. samosy) brać tylko świeżo z oleju (a nie leżące na słońcu od jakiegoś czasu). Ale nie ma co popadać w paranoję. W tej chwili jem wszystko to, co Indusi, włącznie z przekąskami z ulicy i jedzeniem w dhabach (przydrożnych restauracjach) i nic mi nie jest. Warto zachować dystans – jak wygląda obskurnie i jest pusto, to unikać, jak Indusi (zwłaszcza lepiej wyglądający) oblegają miejsce – śmiało. Woda w lepszych restauracjach jest przeważnie filtrowana wieloetapowo i też nie zawsze trzeba wydawać dodatkowe grosze na butelkowaną. Ale wszystko w ramach rozsądku.
Dużo też słyszałam o kradzieżach i naciągaczach – czy naprawdę to aż tak utrudnia życie? Czy można w ogóle się przyzwyczaić albo mieć na to wszystko jakiś sposób?
Kradną, a i owszem, ale mniej więcej tak jak i u nas. Trzeba uważać bo są miejsca bardzo zatłoczone, no i w pociągach jak się śpi. A sposoby – takie jak i u nas! Przypinać, zapinać, trzymać w widocznym miejscu i nie zostawiać.
A co do naciągaczy – jest mnóstwo żebraków, czasem przerażających (bez kończyn lub ze zgniłymi nogami, lub bez oczu itp) i trzeba niestety się na to uodpornić, bo nie da się pomóc wszystkim. A co do naciągaczy sklepowych – zasada ograniczonego zaufania i odrobina zrozumienia.
Czy mieszkacie z innymi studentami? Czy AISEC Wam zapewniał noclegi? a jeśli tak to jakie są warunki? Jestem ciekawa czy poznaliście dużo studentów z innych krajów i z nimi się trzymacie? Są organizowane jakieś meetingi dla studentów z wymiany?
Wszystko zależy gdzie trafisz. Mieszkania AIESEC-u są od mocno średnich (u59) po całkiem znośne (Shanti Nagar i inne w Bangalore), ale my zdecydowaliśmy się skrzyknąć i wynająć coś na własną rękę. Teraz więc mieszkamy w Apartamencie przez duże A. Ale warunki które ci zapewnią powinny być godne – wiedzą, że firangis (obcokrajowcy) mają swój standard, i starają się zazwyczaj zapewnić coś co go w miarę spełnia. Sprawdź tylko czy jest klimatyzacja, bo bez niej zgon! Zwłascza w okolicach Delhi!
Pozwiedzaliście już może trochę czy dopiero macie zamiar i jak z tymi pociągami bo słyszałam że są straszne.?
Permanentnie! Wystarczy poczytać bloga! A co do pociągów, to są super! Od klasy sleeper wzwyż oczywiście. Ale wyspać się można i nawet nie spóźniają się tak wściekle. Tylko trochę brudno w środku, ale jak Cię stać, to przedziały klasy AC3 i wzwyż, czyli te klimatyzowane, są już naprawdę schludne i jeszcze jedzenie podają! A koszt wciąż mniejszy niż nasz pośpieszny drugiej klasy…. Warto sobie założyć konto na www.irtctc.co.in gdzie można bookować online!
Ile mniej więcej kosztował Was przelot i z jakich linii najlepiej powinnam się rozejrzeć za biletem?
Do Indii dostać się można na wiele sposobów, choć oczywiście najprościej samolotem
Najpopularniejszą (i w większości przypadków – najtańszą) opcją jest Finnair, bezpośrednio z Warszawy. Ale gdyby Finnair był zabookowany, można się rozglądać za innymi liniami. Turkish Airlines przez Stambuł mają tą zaletę, że jako jedyne pozawalają aż na 30kg bagażu, Air France, Lufthansa, Swiss Air potrafią być w promocji niezwykle atrakcyjne. Wreszcie indyjskie Air India czy bliskowschodnie jak Gulf Air – bajhraińskie linie lotnicze (z Frankfurtu z przesiadką w Bahrainie) czy Quatar Airlines mają tą olbrzymią zaletę, że chyba nigdy nie są w pełni zabookowane i bywają tanie nawet last minute. Udało nam się kupić najtańsze bilety ok. 2 tygodnie przed wylotem w szczycie sezonu. Jest też oczywiście Aerofłot dla fanów hardcore’u. Summa sumarum – warto posprawdzać rózne opcje.
A jak podróżujesz tutaj, to warto zapoznać się z www.makemytrip.com – świetna strona na której można sobie zorganizować wakacje, przeloty, przejazdy – wsio! I przeważnie taniej niż gdziekolwiek indziej!
Bilet w jedną stronę to wydatek ok. 1300-1500zł, w dwie – od 1700 do 2300zł. Oczywiście – to warianty optymistyczne
I w ogóle ciekawa jestem jak to finansowo Was wynosi i czy dużo pieniążków na miesiąc powinnam przygotować? bo ja nie mam żadnego stypendium z tej organizacji więc wszystko muszę pokryć z własnej kieszeni…
Finansowo nas to wychodzi tak, że wydajemy cały zarobek i jeszcze trochę. Ale to biorąc pod uwagę średnio 2 podróże miesięcznie, czasem większe zakupy, średnio 2 imprezy tygodniowo i raz w tygodniu lepszą kolację w porządnej knajpie. Przeżyć da się za ok 10 000 Rs (circa 700zł), wliczając czynsz (my płacimy 5000Rs + opłaty, bywa jednak i mniej i więcej) i koszty jedzenia (jak by samemu gotować bądź zamawiać tylko w tańszych knajpach – 3000Rs miesięcznie starczy) i podstawowy transport. Ale wszelkie “europejskie” kaprysy są kosztowne! Pamiętaj jednak, że Gurgaon jest drogi w porównaniu do innych miast… Np. w Bangalore jedzenie w restauracjach wychodzi sporo taniej, nie mówiąc już o małych miejscowościach. Czynsze także.
Poza tym ogólnie jakbyście mogli mi napisać wrażenia i czy polecacie czy generalnie odradzacie mnie samej pojechać, bo ja w sumie mogę jeszcze wybrać inny kraj jak np. USA lub jakiś kraj europejski jak np. Węgry… a do Indii wybrać się następnym razem i nie koniecznie na wymianę…
Indie to przeżycie nieporównywalne z niczym. Nigdzie chyba nie ma takiej różnorodności kulturowej i krajobrazowej jak tu. Ale to też kraj szalony i dość ostatnio niebezpieczny. To szaleństwo bywa urokliwe, kiedy robi się rzeczy, na które nie poważyłoby się nigdzie indziej. Ale bywa też strasznie męczące. Jeśli masz zdolność adaptacji, jesteś samodzielna i masz odwagę stawiać czoła wyzwaniom na codzień, to na pewno nie będziesz żalować. Jeśli chcesz wygodnego, spokojnego życia i tylko czasem trochę przygody – to może być dla Ciebie za dużo…
Prawdę mówiąc bardzo mocno się zastanawiam bo w sumie chciałabym w czasie tych praktyk też trochę odpocząć psychicznie i poznać ciekawych ludzi z innych krajów a nie tylko się stresować i namęczyć żeby czegoś czasem nie złapać i nie narobić sobie jakichś niepotrzebnych problemów…
No ale ty jedziesz na Goa… a Goa to piwo, gandzia, skuterki, morze, plaża, wiatr i słońce. Wypoczniesz. Zresztą – praktyki to wielkie wakacje – wszędzie. Dużo imprez, podróżowania, zabawy. Nawet jeśli życie codzienne męczące (a bywa jak cholera!), to w sumie jest całkiem rekreacyjnie
Ciekawa jestem czy mocno przesadzam z tymi moimi obawami i czy nie uśmialiście się w czasie czytania tego emaila (to też mi możecie napisać szczerze ;P ) bo tak naprawdę to to jest wszystko co słyszałam i brzmi to trochę paranoicznie dlatego potrzebowałabym informacji z pewniejszego żródła
Uśmialiśmy. Ale wszyscy z takimi obawami tu lądują
Polecam film “Outsourced”, wiele ci wyjaśni. Kiepskie filmidło, ale jakże prawdziwe czasami z naszego punktu widzenia…
I jeszcze trochę innych:
Dokumenty: z wiza jest zawsze zabawa – zwłaszcza, jeśli to nie jest wiza turystyczna. Na praktyki do Indii potrzebna jest tak zwana X-type wiza (cokolwiek to znaczy) i nie dajcie sobie wcisnąć innej, bo będą kłopoty z zalegalizowaniem waszego stypendium. Z tego co pamiętam, kosztuje ona niespełna 200zł, a do jej otrzymania potrzeba kompletu dokumentów z AIESEC India – list od pracodawcy, list od AIESEC i to wszystko podbite przez Izbę Handlową i bodajże ministerstwo – wkrótce sprawdzę szczegóły i będzie update.
Co spakować:
mhmm – większość można kupić tu taniej. Więc pakujcie minimum i przywieźcie kasę (i miejsce w torbie) na zakupy! Na początek na pewno warto wziąć pewno w miarę lekkie, ale okrywające ciuchy. Na pewno trochę leków na początek (zanim się nie oswoicie z tym gdzie kupować i co), i co tam czujecie. Trochę frykasów z polskiej kuchni pozwoli zapewne przetrwać pierwszy szok jedzeniowy. Aparat fotograficzny – niezbędny (a do tego – jedna z niewielu rzeczy, które są tu droższe!) Nic specjalnego “na Indie” – naprawdę, kupić tu można wszystko…
—–
Jedzenie:
To Be Updated – planujemy nawet mini książkę kucharską
—–
Linkownia (UWAGA – niektóre informacje są przeterminowane – proszę czytać uważnie i zwracać uwagę na datę aktualizacji):
Chanakyapuri
50-M Shantipath
New Delhi 110 021
tel.: (00-91 11) 414 96 900
fax: (00-91 11) 268 71 914
e-mail: polemb@airtelbroadband.in
www.newdelhi.polemb.net
Wydział Ekonomiczno-Handlowy
fax: (00-91 11) 414 96 952 lub (00 91 11) 268 71 914
e-mail: polemb@airtelbroadband.in
Konsulat RP w Mumbaju
Manavi Apartments, 2nd flr., 36-B. G. Kher Marg,
Malabar Hill 400 006 Mumbai
tel.: (00-9122) 236 33 863 do 4
fax: (00-9122) 236 33 376
e-mail: poland@vsnl.com
www.polishconsulate.com
Konsulat Honorowy RP w Kalkucie
Konsul honorowy Radhe Shyam Goenka (języki: hindi, angielski)
687 Anandapur, EM Bypass
Kolkata-700 001, West Bengal, India
tel.: (00-9133) 6613 6264
fax: (00-9133) 6613 6800 lub 6613 6400
e-mail: pol_con_kol@emamigroup.com
Przedstawicielstwa dyplomatyczne akredytowane w Polsce (lub najbliższe)
Ambasada Republiki Indii
ul. Rejtana 15 m. 2-7
02-516 Warszawa
tel.: 849 58 00, 849 62 57, 849 68 50
fax: 849 67 05, 849 85 05
goi@indem.it.pl
hoc.warsaw@mea.gov.in
www.indembassy.pl
Praktyczne/przewodniki:
Bardzo dobre porady przed wyjazdem
Przed wyjazdem (ceny i kursy walut nieaktualne)
Mini portal o Indiach (większość informacji o kosztach/formalnościach nieaktualna)
Geozeta (sporo praktycznych rzeczy)
Strony dla expatów:
Strona dla expatów w Delhi (nieaktualizowana)
Jedzenie:
Język i kultura:
Podróżowanie:
MakeMyTrip (bilety lotnicze, autobusy, wycieczki)
RedBus (booking autobusów online)
Couch Surfing (czyli noclegi na kanapach)
HospitalityClub (i tu to samo)





[...] FAQ [...]
Autorka emaila nie ma za złe a wręcz odwrotnie -
dzięki wielkie za szczegółowe omówienie tematu!
Co do pomysłu z sekcją “praktyczną” to jak dla mnie bomba! Czekam więc z niecierpliwością na dalsze info, linki i co Wam tam jeszcze do głowy przyjdzie i wyda się przydatne dla żółto- albo może raczej białodziobów ;P