Oki oki. Zrobiliśmy. Okazało się prostsze niż się wydawało, (zwłaszcza dla Frenchiego) i ja w tej prostocie trwam. Paradoksalnie jeżdżenie w Delhi jest trudniejsze niż przekroczenie drugiej najwyższej przełęczy świata, co uczciłem wczoraj mikro wypadkiem na śliskiej pomonsoonowej nawierzchni. Uspokajam – cały i zdrowy i bez zadrapań.
Tym razem odpuściłem sobie oralną ekscytację tematem, pozostawiając sprawę we wprawnych rękach towarzyszki Basi i towarzysza Karola. Klikajcie na linki co by poczytać o wyprawy szczegółach.
Moje fofo do obejrzenia na facebuku.
Dziekuje za uwage.




