Do tej pory głównie było o różnicach kulturowych, polityce, obserwacjach, tym razem bardziej osobiście. Okazało się bowiem, że właściciel mieszkania, z którego próbuje nas wykopać od dłuższego czasu, wreszcie dopiął swego i mamy miesiąc, żeby wynieść się z A-111. Nie martwimy się za bardzo na pewno coś się znajdzie, ale co by nie powiedzieć era A-111 dobiega końca. Dlatego warto byłoby coś wspomnieć o lokatorach, z którymi mieszkam od jakiegoś czasu, i którzy są tu niejako moją rodziną. Zresztą żeby móc mieszkać razem musieliśmy wypełnić jakąś bezsensowną hinduską deklarację, że naprawdę jesteśmy spokrewnieni (sic!), więc chyba nie ma w tym przesady. Here it goes:
Karol - weteran, najstarszy stażem mieszkaniec A-111. To on kupował pierwsze plastikowe fotele do salonu i on jest “tym” sławetnym Karolem, który przetrwał w Indiach prawie 3 lata i któremu się to jeszcze wcale nie znudziło. Ironista, nieczuły kulturowo i bardzo czuły na piękno “desi girls”. Podrywa je nawet na pontonie w czasie spływu Gangesem. Fan gitary – w swoim pokoju nagrywa demo z uroczą koleżanką i ubolewa, że nikt nie pojechał z nim na wycieczkę motorową, jego nowiutkim Royal Enfieldem. Naszym ulubionym zajęciem jest narzekanie na Indie i Indusów nad miską popcornu oraz chodzenie na filmy i czytanie książek, które powinny wstrząsnąć Indiami, ale jakoś tego nie robią.
Stephanie - Francuzka pohodzenia angolskiego. Stąd mówi płynnie po francusku, portugalsku i angielsku (studiowała w Londynie). Fanka tatuaży. W Indiach jest corporate communication manager w Alcatel Lucent oraz rozpoczęła w wieku 25 lat karierę… modelki. Fajna laska – szczera, można z nią bez problemu pogadać o pierwszej w nocy w kuchni, co ostatnio coraz częściej robię. Ma anielską cierpliwość do Andresa, naszego hiszpańskiego kolegi, który codziennie o godz 23 przychodzi na lekcje portugalskiego. Lubi i potrafi się bawić, z jej pokoju dochodzą codziennie dźwięki energetycznego reagge. W piątek wybieramy się na reagge party organizowane przez naszego kolegę – irakijskiego dj-a. Ze Stef na pewno będzie fajnie.

Kasia - dzielimy pokój, moja ukochana współlokatorka. Długowłosa blondynka o twardym charakterze. Powie prosto w twarz to, co myśli kiedy jest to potrzebne i przytuli jak ci smutno i źle. Człowiek renesansu – studentka historii, stosunków międzynarodowych i dziennikarstwa, w Indiach “siedzi” w… cemencie i kablach. A tak poważnie, to zajmuj się dekoracją wnętrz biurowych. Teoretycznie stażystka, praktycznie właścicielka kilku wizytówek. Zna wszystkie hasła firmy – jest sekretarką, menedżerem i dyrektorem kreatywnym w jednym. Swojego szefa się nie boi, mówi mu wszystko to, czego nie chciałby usłyszeć, a on i tak ją uwielbia. Fajna i bezproblemowa laska, z którą nawzajem motywujemy się, żeby chodzić na siłownię. Nasza ulubioną rozrywką jest dokuczanie Karolowi, który zresztą nie pozostaje nam dłużny.

Amal – jedyny Hindus w naszej “rodzinie”. Choć i tak jak na Hindusa nietypowy – taki trochę rockowy typ, ale tak naprawdę super serdeczny koleś, który ekscytuje się każdym nowym pomysłem. Totalne przeciwieństwo Karola, z którym pracuje i który często sprowadza go na ziemię. 30-letni facet zauroczony (zakochany?) 19-letnią stażystką – Kanadyjką hinduskiego pochodzenia, do której w miłosnym porywie pojechał na miesiąc. Przez 5 lat mieszkał w Stanach i jako jedne z nielicznych Hindusów mówi po angielsku zupełnie bez akcentu. Mój kierowca, na wszystkich wycieczkach motorowych – ma do mnie cierpliwość kiedy po ośmiu godzinach podróży zaczyna mi odbijać palma, albo kiedy zasypiam na motorze przy prędkości 100km/h.

Tich – Zimbabweańczyk, który studiował w Szwecji i w Niemczech. Mistrz niepłacenia rachunków i robienia nam długów, z których się zawsze jakoś wywinie. Przed trzema miesiącami miał się wyprowadzić, ale jakoś cały czas mu nie wychodzi i mieszka w salonie. Godzinami gada przez telefon ze swoją rodziną i znajomymi z Zimbabwe, którzy do niego wydzwaniają i jak mi wyjaśnił … nic ich to nie kosztuje bo inflacja jest tam tak duża, że co wygadasz dzisiaj do jutra już się zdewaluuje. Pomimo tych “małych” problemów mądry koleś i fajnie się z nim czasami gada.

Sharuki – czyli nasz zwierzak domowy. Razem ze Stef przyniosłyśmy ją do domu, kiedy była szczeniaczkiem. Bezradnie siedziała i patrzyła na nas. Potem próbowałyśmy jej znaleźć dom, ale to temat na osobny wpis. W końcu została z nami, a potem wróci ze Stef do Francji. Jest potwornie rozpuszczona, nie słucha dziewczyn, ale uwielbia facetów – szczególnie Karola i Amala. Od kiedy nauczyła się reagować na siad i podawać łapę nie jest w stanie odróżnić tych dwóch czynności od siebie – więc czasem najpierw podaje łapę, a potem siada, co wygląda dość komicznie.

To tyle o moich współlokatorach. Dzięki, że jesteście Kochani! (jak pretensjonalnie by to nie zabrzmiało)





no nic dodac nic ujac….. ewentualnie jednak dodac
to teraz jeszcze była rodzinka powinna wskoczyć do obrazka…