No i stało się, wszyscy to wieścili, i wywieścili. “Biały tygrys” dostał nagrodę Booker Prize. I słusznie. Mocna książka, jedna z najmocniejszych jakie czytałem. A przy tym niesamowicie wciągająca. I w pewnym sensie – pozytywnym – oczywista. Oczywista – znaczy prawdziwa. Wiele z opisów (a część dzieje się w Gurgaonie) pokrywa się z tym, co sami zaobserwowaliśmy, choć oczywiscie sięga głębiej – tam, gdzie biały, nie mówiący w Hindi człowiek nigdy nie będzie mógł sięgnąć.
Polecam wywiad w Wyborczej (kurcze, uprzedzili nas – sami chcieliśmy go zrobić), a zwłaszcza jedno zdanie, które właściwie pokrywa się z moim przedwczorajszym wpisem i jest dla mnie esencją tego, co w tej książce jest najważniejsze:
“Mój znajomy dziennikarz twierdzi, że kiedy jako obcokrajowiec spędzasz jeden dzień w Indiach, wydaje ci się, że mógłbyś napisać o nich książkę. Po roku mieszkania tu zdajesz sobie sprawę, że nie potrafiłbyś napisać ani jednego zdania, które miałoby sens.”
Ca c’est vrai… Większość pisaniny o Indiach jest potwornie oderwana od rzeczywistości. Są religie, kultura, niezwykłe cechy induskiego charakteru, yoga, skomplikowania historia i polityka etc. Te wszystkie historie Indyjskiej minionej świetności, niezasłużonego cierpienia i cudownego powrotu na światową scenę polityczno-ekonomicznp-kulturalną, zdają się omijać rafy biedy, brudu, okrucieństwa i głupoty, na które jednak nie sposób się nie nadziać gdy wyjdzie się na ulice. Adiga z tych raf uczynił temat i biorąc pod uwagę dumę Indusów, zapewnie nie był to łatwy krok.
Warto wspomnieć, że to już siódma nagroda Bookera dla Indii oi kolejna w ostatnich latach, zaś Aravind Adiga został jej najmłodszym laureatem.





po takiej reklamie aż sięgnę po tę książkę. pozdr. z polski od Sznirele Perele!!!
a dziekuję, dziękuję;) naprawdę warto przeczytać
[...] być zamknięte” lub kiedy i wylewają pomyje na “Białego Tygrysa” (zanim dostał Bookera – wtedy duma z osiągnięcia wzięła górę) albo “Slumdog Millionaire”, bo [...]