Właśnie wrócilismy z Rajashanu, a w 18 godzinnej podrózy pociągiem (w każdą stronę) skończyłem dwie kolejne książki o Indiach (w sumie przetrawiłem na razie pięć, na więcej czas nie pozwolił). Gdzieś po drodze do Jaisalmeru wypadły też równe trzy miesiące od naszego tu przybycia.
Przeglądnąłem setki stron internetowych na wszystkie tematy, śledziłem klientów w sklepach jak robią zakupy, rozmawiałem z biznesmenami, praktykantami, rikszarzami. Widziałem ponad połowę “must sees” na północy Indii.
Wiem, że nic nie wiem.
I tylko jak echo powraca pytanie:
“Czy Indie istnieją?”




