Gurgaon.
Przyjeżdżając tu wiedziałem mniej więcej tyle zapowiadało się więc całkiem miło… A jak jest naprawdę?
Gurgaon to Manhattan na śmietniku. Wszystkie te eleganckie biurowce wyrastają z chmury pyłu, który z wszechobecnych budów wciska się w każdą szczelinę. Wieczorami, w świetle reflektórów riksz i samochodów na autostradzie widać tylko pomarańczową chmurę. Pył osiada wszędzie, w szafie, na łóżku, nawet w biurze.. nie wspominając o czarnych po jednym dniu kołnierzykach czy butach, które trzeba czyścić nawet dwa razy dziennie by wyglądały znośnie.
Wokół biura jest czysto i schludnie, ale zaledwie dwadzieścia metrów dalej, zaczyna się największy burdel świata – ludzie śpiący pospołu z krowami i psami na wąskich przegrodach oddzielających jezdnie, wysypiska śmieci co dwadzieścia metrów wzdłuż drogi, stragany z których strach kupić zapakowaną wodę, nie mówiąc o jedzeniu, które przyrządzają na miejscu mieszając ciasto rękoma, bez żadnego zaplecza sanitarnego i które później spożywają również gołymi, nieumytymi rękoma.
Jeśli wszystkie miasta Indii są chaotyczne, to Gurgaon jest tym wszystkim, co w Indiach jest najgorsze. Ale biznesmeni z Microsoftu, Oracle, Alcatela, IBM, PwC czy Ericsonna tego nie czują – klimatyzowane biuro – klimatyzowane auto (z kierowcą) – klimatyzowany dom. A+ class.
Jednak jednego nie mogą nie zauważyć. Korków. W nich tkwi każdy – jeśli jedziesz do Delhi w godzinach szczytu, licz się z tym, że mimo autostrady (o niezłym standardzie) może to zabrać 2 godziny. Infrastruktura Gurgaonu leży – nie ma chodników, drogi są dziurawe, za wąskie, lub nie ma ich wcale. Prąd siada co kilka godzin, a we wtorki wszystkie sklepy są ustawowo zamknięte, żeby obniżyć jego zużycie. Woda zanika i generalnie jest niepijalna. Po każdym większym deszczu ulice zamieniają się w potoki bo nie ma odpływów, a potem śmierdzą krowimi odchodami i resztkami rozkładającego się jedzenia i psów. Mamy podobno szczęście, ze jest chłodno – najzimniej od lat – temperatura nie przekracza 35 stopni.
Trudno właściwie zrozumieć, dlaczego wszystkie te firmy wybrały Gurgaon na siedzibę – ale tak jest – to zagłębie białych i niebieskich kołnierzyków. I malli – tych jest już kilka(naście?) i wciąż powstają kolejne. Ale nie ma nic więcej – trochę kondominiów, malle i biura. A wokół śmietnik i dziki targ (co wychodzi na jedno). Zapomnijcie o parkach, alejach spacerowych, kafejkach, O Polsce mówiono, że to dziki kapitalizm. Jeśli tak – zapraszam do Gurgaonu.
Jak komuś mało – polecam Hefnera…






Manhattan to tez niezły śmietnik sam w sobie. Jeśli miałoby być brudniej to chyba nie do wytrzymania. Pozdr.